Wakacyjne zagrożenia
13/09/2009 – 11:50Północne Włochy to w poprzednim roku było nasze wakacyjne marzenie. Nie spodziewaliśmy się w Polsce specjalnie korzystnych warunków pogodowych, więc zdecydowaliśmy wybrać się gdzieś gdzie będzie cieplej. W związku z tym, że nasz budżet był ograniczony postanowiliśmy wyjechać autostopem. Spakowaliśmy sprzęt wspinaczkowy, aparaty cyfrowe, kamery, kompas i ruszyliśmy w drogę.
Początkowo przejazd nie nastręczał dużych trudności. Jazda autostopem przez Niemcy, Słowenię i Włochy to nie jest nic trudnego. Ludzie są mili, pomagają zorientować się w terenie, a GPS w palmie pozwala mieć poczucie, że wie się gdzie się jest. 2000 kilometrów przebyliśmy w ciągu 48 godzin właściwie za darmo. Poznaliśmy wielu fajnych ludzi - generalnie mamy co wspominać.
Po dojechaniu do celu, co już przyszło nam z trudem ze względu na opór lokalnej ludności, wyszło na jaw, że ze względu na brak auta jesteśmy praktycznie przykuci do miejsca, w którym postawiliśmy namiot. Auta mieli tylko wybrani, a jak już go mieli to nie po to, żeby wozić jakiś nieznanych autostopowiczów, którzy przecież mogą zniszczyć tapicerkę, albo nie daj boże zwymiotować na wertepach.
Dalszy rozwój wypadków niestety również nie był po naszej myśli. W trakcie pobytu na dzikiej plaży jakieś trzy kilometrów od miasteczka złapała nas ulewa. To, że my zostaliśmy kompletnie przemoczeni to pół biedy problem w tym, że również zmoczeniu uległ nasz sprzęt fotograficzny i kamera. Aparat Sony a350 udało się naprawić dopiero w Polsce, a Panasonic nie został naprawiony już nigdy, straciliśmy też wykonane wcześniej zdjęcia, co było chyba jeszcze bardziej smutne. Na następny raz musimy być lepiej przygotowani w jakieś wodoszczelne torby, czy coś takiego. Sam urlop już do końca był tym incydentem zepsuty. Kiepskie miny mieliśmy, aż do powrotu do Katowic.
Sorry, comments for this entry are closed at this time.